Alternatywne kwestie · 1
„A, tak. Byłem zajęty innymi sprawami”.
„A, tak. Byłem zajęty innymi sprawami”.
„Innymi sprawami? Tu idzie o twoje wielkie pięć minut. O okazję, by zabłysnąć. O twój bilet do sławy”.
„A, racja. Tak, widziałem”.
„Rekonceptualizację pomnika? Twoją nową rzeczywistość?” – w każdym jego słowie czuć alkohol i głębokie niedowierzanie.
„Rekonceptualizację? Zerknąłem na szybko, ale nie miałem okazji się dokładnie przyjrzeć”.
„A, tak. Zerknąłem na szybko, ale nie miałem okazji się dokładnie przyjrzeć”.
„O, już wiem, co kombinujesz. Trzymasz nas w niepewności, zwlekasz z ogłoszeniem werdyktu. To mi się podoba. Budujesz napięcie”. Odwraca się do swojego kumpla od butelki: „Urodzony showman”.
„Hej, Tequila! Witamy w rzeczywistości. Jak wrażenia?” – trzydziestoparoletni mężczyzna zapakowany w lickrę(TM) raczy się swoim piwem.
„Wiem, co masz na myśli. Siedząc tu tak z tymi menelami, człowiek poznaje wszelkie okoliczności rzeczywistości. A nie jest to nic przyjemnego” – patrzy na swoich kumpli z szyderczym uznaniem.
„Idiocie w Spirali Katastrof też nie wiedzie się doskonale. Wciąż jeszcze nie znalazłem tych kluczy; nie odzyskałem tej pierwszorzędnej dupy. Moi partnerzy biznesowi się nie odzywają...” – upija łyk piwa.
Ten facet to twój kumpel. Czujesz to natychmiast. Należysz do organizacji. Braterstwa. Pijaków.
Idiota w Spirali Katastrof, tak? Dobrze się zapowiada, to będzie rozmowa wysokiego poziomu. Nareszcie!
Partnerzy biznesowi, co? Facet może być właśnie tym, czego szukasz. Spytaj go, czy nie zna żadnych ekspertów od rozwoju marki, którzy mogliby ci pomóc.
„Niestety, w Krainie Spirali Katastrof sprawy nie mają się najlepiej. Wciąż jeszcze nie znalazłem tych kluczy; nie odzyskałem tej pierwszorzędnej dupy. Moi partnerzy biznesowi się nie odzywają...” – upija łyk piwa.
„Rzeczywistość. Która ginie. Niedługo po atomach zostanie tylko płonący żar. Po ludzkich twarzach – tylko echo”.
„Tylko echo po ludzkich twarzach? No i to jest konkretna apokalipsa. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby tak się stało” – kiwa aprobatywnie głową i wydłubuje coś ze swojej pokrytej plamami po gównie bluzy Lickra(TM).
„Dobrze wiedzieć, że panujesz nad sytuacją. A skoro o panowaniu mowa, wiesz, że kiedyś byłem prawdziwą szychą?” – w zadumie wydłubuje coś ze swojej pokrytej plamami po gównie bluzy Lickra(TM).
„Nic wyjątkowego. Jak u wszystkich. Przez głowę pędzą mi różne wariackie myśli, ale ostatecznie zawsze czepiam się najnudniejszej”.
„I tak trzymaj! Kiedyś kształtowałem rzeczywistość na swoje podobieństwo. To było dawno temu. Te dni minęły” – przygląda się swojej pokrytej plamami po gównie bluzie Lickra(TM) z pochmurną miną.
„Tak, Tequila Sunset!” – upija łyk. „Jak postępują twoje, hm, wysoce kreatywne przygody w rzeczywistości?”
Mówi to tak, jakby było oczywiste, że to twoje imię. Tak jak ty nazywasz kogoś Billym Brunuelem albo szefem gangu z Fourth Street.
Dobrze, ci ludzie znają twoje prawdziwe imię. Ewidentnie jest o tobie głośno, panie Sunset. Więcej o tym nieco później.
Podoba mi się ten gość. Tobie też powinien. Okazuje ci szacunek, używając twojego prawdziwego imienia.
„Średniawka jest. Od 42 lat wciąż wszystko przegrywam...”
„Nie ma lekko. Ja tak mam od trzech, może czterech lat. Nie, czekaj, będzie już z pięć” – spogląda ponuro na swoją lickrę(TM) z plamami po gównie.
„Hej, Tequila!” – trzydziestoparoletni mężczyzna zapakowany w dwuczęściowy dres marki Lickra(TM) odstawia pilznera i wyciąga dłoń na powitanie.
„Dobrze cię widzieć! Jak interesy? Jak tam się odnajdujesz w tej całej rzeczywistości?”
„No i co tam?” – wyciera dłoń w brudne spodnie marki Lickra i podnosi piwo.