Na Glorię. Niedługo te wszystkie chmury spadną jako deszcz. Przyjdzie wiosna. Jeszcze dwa miesiące. Może mniej. Nadszedł czas.
Budowa ciała
Przed efektami myśli; mogą obowiązywać inne warunki dialogu.
681 · Kwestie umiejętności
Na Glorię. Niedługo te wszystkie chmury spadną jako deszcz. Przyjdzie wiosna. Jeszcze dwa miesiące. Może mniej. Nadszedł czas.
Na Glorię. Niedługo te wszystkie chmury spadną jako jeszcze większy deszcz. Przyjdzie wiosna. Jeszcze dwa miesiące. Może mniej. Nadszedł czas.
Niebo jest bardziej czarne niż szare. Z południa dobiega cię odległy szmer arterii motorowych. Nic więcej.
Niebo jest zimne, nisko zawieszone. Z południa dobiega cię odległy szmer arterii motorowych. Nic więcej.
Wznosi się wokół ciebie kolumna ciepłego powietrza – otacza budynek, na którym stoisz. Czujesz jej zmieniający się kształt, kawałki papieru i ptaki – w kominie termicznym. Wraz z kilkoma milionami litrów wody. A wszystko to wznosi się ku wspaniałemu insulindiańskiemu niebu.
Wznosi się wokół ciebie, ku padającemu deszczowi kolumna ciepłego powietrza – otacza budynek, na którym stoisz. Czujesz jej zmieniający się kształt, kawałki papieru i ptaki – w kominie termicznym. Wraz z kilkoma milionami litrów wody. A wszystko to wznosi się z powrotem ku wspaniałemu insulindiańskiemu niebu.
Wznosi się wokół ciebie kolumna powietrza – otacza budynek, na którym stoisz. Czujesz jej zmieniający się kształt, kawałki papieru i ptaki – w kominie termicznym. Wraz z kilkoma milionami litrów wody z topniejącego na ziemi śniegu. A wszystko to wznosi się ku wspaniałemu insulindiańskiemu niebu.
Bo jest ciepłe – od nadciągającej wiosny, od napływającego do zatoki oceanicznego prądu, od ludzi na ulicach i maszyn pomrukujących w porcie. Od ciężkiego oleju napędowego też.
Znad zatoki dobiega powiew wiatru, duraluminiowa skrzynka wokół ciebie niepostrzeżenie wibruje. Znajome zimno, czerwona nić na dachu. Napięta. Szarpana przez podmuch niczym struna.
Znad zatoki dobiega powiew wiatru, duraluminiowa skrzynka wokół ciebie niepostrzeżenie wibruje. Znajome zimno, czerwona nić na dachu. Napięta. Szarpana przez podmuch niczym struna.
Niezmiernie ważnego dla nielicznych słuchaczy.
Z czarnego paleniska unosi się cienka smużka dymu... Wiatr się zrywa, po czym ponownie ucicha.
Nie, to nie wszystko. Coś tam jest. I czeka.
Nie, to nie wszystko. Coś tam jest. I czeka.
Nie, to nie wszystko. Coś tam jest. I czeka.