Alternatywne kwestie · 3
„Łucznik! Tu Tequila Sunset. Słyszycie mnie?”
„Łucznik! Tu detektyw Costeau. Słyszycie mnie?”
„Łucznik! Tu porucznik Du Bois. Słyszycie mnie?”
„Łucznik! Tu Tequila Sunset. Słyszycie mnie?”
„Łucznik! Tu detektyw Costeau. Słyszycie mnie?”
„Łucznik! Tu porucznik Du Bois. Słyszycie mnie?”
Sygnały mieszają się coraz bardziej. Wyizolowanie sygnału Łucznika będzie niczym wyplątanie pojedynczego włosa z wielkiego kłębu...
„Nie wygląda to dobrze” – speedziarz zdejmuje swoje przesiąknięte potem słuchawki. „Radiowe straszydła wygrywają”.
„Według mnie możesz wdrapać się na konioczłeka i sprawdzić, czy nie ma tam czegoś, co w sposób oczywisty powoduje interferencje. Może masz w zanadrzu jakąś techniczną stróżo-naukę?”
No dalej, synku. To nic innego niż zwykły drążek! Złap mocno nachwytem i się podciągnij!
Przez umysł przebiegają ci obrazy twojego roztrzaskanego o bruk ciała. To niebezpieczne.
Coś w tej konfiguracji wydaje ci się dziwnie znajome, ale prędzej cię skręci, niż dojdziesz, co właściwie powinieneś z nią zrobić.
Rękawiczki zapewniają ci pewny chwyt na metalowym pręcie. To dziwnie przyjemne i znajome uczucie...
Samo połączenie to tylko mała wiązka odsłoniętego przewodu owiniętego wokół podkowy konia, miedziane więzy, z których nie może się uwolnić...
Cały pomnik pokryty jest cienką, lecz odporną warstwą tłuszczu i brudu. Widać od razu, że całe lata nie był czyszczony.
Gdybyś miał jakiś alkohol, mógłbyś rozpuścić tłuszcz, oczyszczając łącze (i połączenie).
Dajesz alkoholowi chwilę na rozpuszczenie tłuszczu, po czym wycierasz pręt rękawem i podpinasz kabel ponownie.
„Taa... Może trochę. Ale za mało. Miałem nadzieję, że z tym i odstraszydlaczem będziemy mogli zsynchronizować się z dowolną częstotliwością, ale wciąż jesteśmy najwyżej w połowie drogi do hardkoru”.
„...unser einziges Kind. Er kann doch auch nächstes Jahr zur Akademie gehen...”
„Czekaj, właśnie patrzę na listę Jajka. Napisał: »JEŚLI TO NIE POMOŻE, WYGIĄĆ ANTENĘ. WĄSKO JEST HARDKOROWO«... Ma to dla ciebie jakiś sens?”
Spójrz na Filipa III.
Oto jesteś twarzą w twarz z Filipem III. Brązowy król spogląda na zachód. Coś w jego rysach twarzy wydaje się dziwacznie zniekształcone.
Nie jest to zamierzone – kwestia perspektywy. Król nie miał być nigdy oglądany pod kątem, pod jakim obecnie siedzisz.
Jego władczy wzrok nakazuje ci spojrzeć na jego wyciągniętą rękę, która z jakiegoś powodu wydaje ci się smutno pusta...
Wygląda na nieprzygotowanego na podróż, gdziekolwiek się wybiera. Król nie powinien pozostawać nieuzbrojony.
Nie potrafisz pozbyć się myśli, że ta szabla, którą masz, mogłaby dodać królowi nieco animuszu, a przy okazji poprawić odbiór!
No daj spokój! Królowie i szable to już taki przeżytek. Musi być lepszy sposób...
Król nawet nie wie, co traci. Patrzy prosto przed siebie z wojowniczą, zaśniedziałą twarzą.
Ku twojemu zaskoczeniu rękojeść szabli całkiem dobrze pasuje do dłoni pomnika. Poza króla wydaje się teraz całkiem tryumfalna.
Czemu by nie uzbroić raczej mężnego królewskiego wierzchowca? Zdaje się, że między rzędami zębów ma akurat dość miejsca...
Ku twojemu zaskoczeniu, szabla swobodnie wślizguje się między odsłonięte końskie zęby.
Twój chwyt jest mocny, lecz kontrolowany. Szumy w twoich słuchawkach kierują twoimi rękami w takim samym stopniu, w jakim twoje ręce kierują brązową końską głową. To niemal jakbyś słyszał bezpośrednio przez konia...